sobota, 30 kwietnia 2016

Vademecum dla tych, którzy pierwszy raz

Jeśli masz wadę wymowy: stękasz, jąkasz się, seplenisz, nie otwierasz ust mówiąc itp. zgłoś się natychmiast do najbliższej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej, gdzie czeka na ciebie posada spikera stacyjnego od zaraz. Kandydaci z wrodzoną wadą wymowy szczególnie mile widziani.
J. Wittlin, "Vademecum dla tych, którzy pierwszy raz"

środa, 20 kwietnia 2016

Wielkopańskie zmanierowanie

Umówiłam się z dziewczyną, która sprząta u mnie w pracy, że przyjdzie też posprzątać do naszego mieszkania. Posiadanie "kogoś do sprzątania" zawsze kojarzyło mi się z jakimś takim wielkopańskim zmanierowaniem, ale przecież ludziom się to zdarza - nawet, jak nie są zajebiście bogaci i nie mają pałacy. A ja nienawidzę sprzątać, wolę wydać tę stówę czy dwie raz na dwa tygodnie i zapomnieć, że w ogóle istnieje coś takiego jak odkurzanie. No i fajnie.

Na sprzątanie umówiłyśmy się z S. z dwutygodniowym wyprzedzeniem – bo tak ją akurat złapałam w szkole, po drodze były święta i chyba jeszcze do tego podświadomie chciałam moment jej przyjścia odsunąć od siebie jak najdalej. W każdym razie te dwa tygodnie między ustaleniem terminu a przyjściem S. były dla mnie bardzo wymyślną psychologiczną torturą. Bo okazuje się, że takie sprzątanie może się wiązać z okropnym stresem, szczególnie, jak się jest mną, w której to sytuacji bardzo dużo rzeczy wiąże się z okropnym stresem.

Tydzień przed zaczęliśmy z K. obmyślać sprzątanie wstępne. Co się robi, jak ktoś przychodzi posprzątać? Zostawia się wszystko jak jest, brudne gacie na podłodze, talerze w zlewie, stos papierów na biurku? Doprowadza się mieszkanie do względnego porządku, brudne gacie chociaż do kosza z innymi brudami? A może jeszcze warto porządnie odkurzyć dywan i wyszorować wannę, bo w końcu wstyd, że u nas taki syf? Ale ja przecież nie po to kogoś proszę, żeby u mnie posprzątał, żeby samodzielnie tę cholerną wannę szorować – no błędne koło. Tak samo się zresztą czuję idąc do kosmetyczki na wosk – czy ona kiedy widziała takie kudły na łydkach? No niby wiem, że widziała, gorsze rzeczy na pewno widziała. S. też bankowo z niejednym miała do czynienia, nasz syf, psie kłaki i zacieki na płytkach to na pewno nic w porównaniu do czegoś, co ktoś gdzieś ma. To, że jesteśmy dorośli i mamy w domu od diabła zabawek, o innych przedziwnych obiektach nie wspominając, to też w zasadzie nasz i tylko nasz interes. No ale...

Od tamtego czasu S. była u nas dwa razy i wszyscy to jakoś przeżyli. Przy pierwszej wizycie co prawda załamała ręce i spędziła u nas ładnych parę godzin, ale cóż – taka w końcu jej praca, stawka też zresztą była adekwatnie większa. My w tym czasie taktownie usunęliśmy się na lunch i jedno piwo – czasu dużo, więc "jednych piw" też. Nie wiem co S. sobie teraz o mnie myśli, skoro w środku dnia w piątek wracam do domu nawalona, no ale w końcu to był stres, a ze stresem trzeba sobie jakoś radzić. I jak by nie było, mimo przeżytych mąk przyznaję – miło się wraca do pachnącego mieszkania i przegląda w nieusyfionym lustrze. Tym milej, że zapachem mieszkania ani stanem lustra nie muszę się sama martwić.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Inside Out

O efektach świetlnych na wczesnych pokazach Pink Floyd:

The effect of Peter's device was spectacular. With two wheels the possibilities were not just doubled but squared. By adjusting the speed of both wheels colours were produced that could only be sensed - 'silvery purple metallic colours. Nick's arm would trail rainbows on the back projection screen in a delightful way.' But the uneven temperatures, the shaking and banging, and the wildly spinning colour wheels, meant the glass had an alarming tendency to run out of control and shatter noisily, sending vicious shards of glass flying into the band at very close quarters. We had to carry round rafts of spare glass - we should really have had a paramedic's first aid kit too. Roger and I dubbed these machines 'the Daleks' in tribute to their robotic nature and obvious hostility to humanoids.
N. Mason, "Inside Out"

On this particular tour, Roger travelled with just one carry-on bag. Dirty laundry went into the lower compartment and was then recycled into the top section when that was empty. The system proved to be fairly hygienic since a bottle of scotch had got broken in the bag on the flight out.
N. Mason, "Inside Out"

The atmosphere was not always a scene of domesticity despite the presence of wives and assorted children. On one occasion I met a couple of strange women acting suspiciously in the villa. Challenging them to explain themselves I suddenly recognised them as being Steve O'Rourke and Peter Watts getting ready for a night out at a St Tropez club, both in full drag. Thankfully I was suffering from a combination of food poisoning and sunstroke and so was unable to join them.
N. Mason, "Inside Out"

The VCS (the Voltage Controlled Studio) was an English synthesizer that had been devised by Peter Zinovieff and a team from the BBC Radiophonics Workshop, whose Doctor Who theme had helped bring purely electronic music to a wider audience, and we had used it on some of the other Dark Side tracks.
N. Mason, "Inside Out"

All of us were working with other musicians either as performers or producers. Amongst the mass of demo tapes musicians sent, David had received one from a schoolgirl whose songwriting and voice stood out above the rest. He encouraged her career over a period of time, and was rewarded by seeing her achieve a great success with her first single 'Wuthering Heights' and the album The Kick Inside: it was Kate Bush.
N. Mason, "Inside Out"

Eventually Roger, distracted by Michael's apparent lack of interest, stormed into the control room and demanded to know what Michael was writing. 'Michael had decided that he must have done something unspeakable in a past life, something he was now karmically paying for by having to endure take after take of the same vocal performance. So he had written over and over on his legal pad, page after page, line after line, "I must not fuck sheep". He was not sure exactly what he had done in his past life, but "I must not fuck sheep" seemed like a pretty fair guess.'
N. Mason, "Inside Out"

Obviously a computer still can't throw a television out of a hotel window or get drunk and be sick on the carpet, so there is little danger of them replacing drummers for some while yet.
N. Mason, "Inside Out"

We had great weather, and it felt like a special occasion. This is really the aim of trying to work in unique places. A stadium is much more convenient for a large show, but it is more difficult to create such a special atmosphere. Whenever possible it does seem worth making the effort to utilise settings with a sense of history and place.
N. Mason, "Inside Out"

Pomyślałam o koncercie Gilmoura w czerwcu na wrocławskim rynku, na który niestety nie pojadę.

Help was at hand in the rather large shape of Douglas Adams. As well as being the author of The Hitchhiker's Guide to the Galaxy, Douglas was an Apple Mac genius, guitar enthusiast and - fortunately for us - a fan of Pink Floyd. He could bring a marvellous sense of humour to the most desperate moments. He became party to a lot of the discussions about the album title. We found it immensely comforting to talk about our problems with a fellow sufferer of deadline dramas - Douglas was once heard to remark that he loved the sound of deadlines whistling past his ears.
At dinner one night, we agreed with Douglas that if he came up with a name for the album that we liked, we would make a payment to the charity of his choice. He cogitated for a while and suggested The Division Bell. The real irritation was that was a phrase contained within the existing lyrics: we really should have read them more carefully.
N. Mason, "Inside Out"